piątek, 9 czerwca 2017

Moja codzienna poranna pielęgnacja twarzy.

Cześć! Dziś postanowiłam przyjść do was z kosmetycznym postem i podzielić się z wami tym jak pielęgnuję swoją cerę każdego ranka.


Jestem typem osoby, która rano woli spędzić więcej czasu w łóżku niż w łazience nakładając na siebie tonę specyfików i wykonując staranny makijaż, którego zrobienie wymaga naprawdę dużo czasu. Dlatego staram się stosować zasadę 'im mniej tym lepiej' i do porannej pielęgnacji stosuję jedynie trzech kosmetyków.

Krok 1.
Neutrogena Visibly Clear, Pink Grapefruit Daily Scrub
Codzienny peeling dla czystej, świeżej i zdrowo wyglądającej twarzy. Dzięki wysokiej skuteczności MicroClear i miękkim mikroperłom martwe komórki skóry są delikatnie usuwane. Formuła nie zatyka porów, oczyszcza twarz i pomaga usunąć niedoskonałości skóry. Orzeźwiający peeling delikatnie oczyszcza skórę, nie wysuszając jej, a różowy grejpfrut pobudza zmysły.
Scrub jest pierwszym kosmetykiem, po który sięgam rano, by usunąć martwy naskórek i oczyszcza skórę mojej twarzy przygotowując ją do dalszej pielęgnacji. Szukałam produktu, który nie będzie przesuszał mojej skóry, bo mam bardzo suchą cerę i rozprawi się przede wszystkim z moimi suchymi skórkami na twarzy. Muszę przyznać, że radzi sobie całkiem nieźle, peeling jest bardzo delikatny, małe drobinki nie podrażniają mojej twarzy, suche skórki znikają, a skóra w dotyku jest bardzo głodka. Zapach też jest super, bo bardzo lubię grejpfruta i przywodzi mi on na myśl wakacje. 
Krok 2.
Selfie Project, żel do mycia twarzy
Żel do mycia twarzy dokładnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i sebum, niweluje bakterie odpowiedzialne za trądzik. Odblokowuje pory, pozostawia skórę czystą i odświeżoną. Bez SLS i SLES! Te surfaktanty dobrze się pienią, ale mogę przesuszać skórę i prowadzić do nadmiernego wydzielania sebum. Żel do mycia twarzy Selfie Project opiera się na kombinacji delikatnych dla skóry surfaktantów, które skutecznie oczyszczają cerę bez jej przesuszania! Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Wyciąg z Białej Wierzby jest źródłem naturalnego kwasu salicylowego, który działa antybakteryjnie, oczyszcza i wygładza skórę. Zwęża pory, działa przeciwzapalnie i pobudza krążenie w skórze, dzięki czemu jest ona lepiej dotleniona i ma zdrowszy koloryt. Wyciąg z Black Quinoa delikatnie oczyszcza, nawilża i odżywia. Łagodzi i koi zaczerwienienia, uspokaja skórę.
Używam go po zastosowaniu peelingu, by usunąć nadmiar sebum i zapobiec powstawaniu wyprysków na mojej twarzy, z czym radzi sobie naprawdę dobrze. Jednak wyrównania kolorytu czy zniknięciu zaczerwienień na mojej twarzy nie zauważyłam, a i z nimi mam problem. Zapach jest neutralny. Kosmetyk kupiłam w celu walki z wypryskami i z tym sobie radzi, więc plus dla niego. 
Krok 3.
AA Cera Naczynkowa, krem na dzień nawilżający
AA Cera Naczynkowa to nowoczesna linia kosmetyków do codziennej pielęgnacji, uwzględniająca najważniejsze potrzeby cery naczynkowej, nadwrażliwej i skłonnej do zaczerwienie. Technologia Red Active Control3 zapewnia trójpoziomowe działanie: wzmacnianie naczyń krwionośnych, redukcję zaczerwienień i ochronę skóry przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych. Dodatkowo zapewnia skórze uczucie komfortu, nawilżenia i odżywienia.
Ultralekka formuła gwarantuje szybkie wchłanianie, a zielony pigment idealnie tuszuje zaczerwienienia i wyrównuje koloryt skóry.
Kupiłam ten krem, bo zaciekawił mnie opis mówiący o tym, że poradzi sobie z moimi pajączkami na twarzy i zaczerwienieniami. Co prawda te pajączki nie są liczne, ale bardzo drażnią moje oko. Stosuje ten krem od jakichś dwóch tygodni, więc uważam, że jest to za krótki czas, by wypowiedzieć się na temat działania na pajączki, jednak jeśli chodzi o zaczerwienienia to praktycznie zniknęły, więc mogę się cieszyć policzkami i nosem bez zaczerwienień. Zielony pigment faktycznie wyrównuje koloryt skóry, a do tego krem nawilża moją cerę, co jest dla mnie bardzo ważne. Świetnie nadaje się pod makijaż.
I właśnie tak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy, a wy czego używacie do porannej toalety? Podzielcie się w komentarzach! 
6

wtorek, 16 maja 2017

Rower jest spoko!


Swoją przygodę z rowerem, chyba jak większość moich rówieśników, tak naprawdę rozpoczęłam, gdy miałam jakieś pięć, może sześć lat, gdy to mama zmusiła mnie do nauki na dwóch kółkach, bo ja wolałam siedzieć w domu i czytać książki. Jednak wtedy mój związek z rowerem ograniczał się do pojedynczych wycieczek rowerowych najpierw z rodziną, a potem przyjaciółmi. Byłam posiadaczką dwóch rowerów typu góral, na których, ze względu na pozycję, w jakiej się na nich jeździ, strasznie się męczyłam i ciągle bolały mnie plecy. Gdy na rynku zaczęły być coraz bardziej popularne rowery miejskie uznałam, że to coś dla mnie i postanowiłam odkładać pieniądze, by kupić wymarzony rower. Udało mi się to półtora roku temu i postanowiłam, że wracając na uczelnie macierzystą zabiorę ze sobą swój rower, by móc się nim jeździć na uczelnie, bo w końcu to niespełna pięć kilometrów. Początki były ciężkie, bo u mnie z kondycją naprawdę słabo, ale przy okazji odkryłam wiele zalet korzystania z takiego środku transportu.
Zero tłoku.  Jadąc na uczelnię autobusem czy tramwajem, zwłaszcza w godzinach porannych, trzeba liczyć się z tym, że nie będzie się miało gdzie usiąść, że czasami będzie się stało ściśniętym niczym sardynki, a wyjście na swoim przystanku naprawdę graniczy z cudem. A wybierając rower jest się samemu, nikt Cię nie popycha, nie stoi nad Tobą, byś ustąpił mu miejsca czy po prostu nie zachowuje się tak, jak w transporcie publicznym zachowywać się nie powinno. Tylko Ty i rower.
Brak opłat. Nikt nie wymaga od Ciebie specjalnego, drogie wyposażenia roweru, wystarczą światełka, dzwonek, sprawne hamulce i napompowane opony. Za swój dzwonek dałam całe 3 złote, światełka były od razu z rowerem, wystarczyło kupić do nich baterie, a nie są to wielkie pieniądze, zwłaszcza, że starczają one na bardzo długo, a opony w rowerze, posiadając wentyl samochodowy, można napompować na każdej stacji benzynowej, która posiada kompresor lub u mechanika czy wulkanizatora, jak to po zimie zrobiłam ja. Podróżują komunikacją miejską trzeba być gotowym na dość duże wydatki związane z zakupem biletu, który ma określony termin, a rower kupisz raz i starcza na znacznie dłużej, więc taka inwestycja zwraca się bardo szybko. Oczywiście zimą trzeba przerzucić się na komunikację miejską, ale i tak wychodzi to znacznie taniej.
Rower to świetne kardio! Ze względów zdrowotnych moja kondycja jest bardzo słaba, przez co na początku moich podróży na uczelnie potrafiłam złapać zadyszkę już po pierwszym przebytym kilometrze i dosłownie modliłam się o czerwone światło, bym mogła chwilę odpocząć. Zawsze miałam wodę w koszyku, by móc podczas postoju się napić. A teraz widzę znaczną różnicę, nie potrzebuję już zbyt wielu przerw, czy aż tak dużej ilości wody (Chociaż odpowiednie nawodnienie organizmu ZAWSZE jest bardzo ważne!), a także szybciej przemieszczam się nie tylko na trasie akademik-uczelnia. Już praktycznie po całym mieście przemieszczam się głównie rowerem, co w dzisiejszych czasach, gdzie miasta dostosowują się dla rowerzystów, jest proste i przyjemne.
Jazda na rowerze wzmacnia mięśnie. I to nie tylko mięśnie nóg, chociaż to one pracują najwięcej i to po nich będzie widać największe efekty, co dla mnie jest bardzo na plus, bo zawsze największy problem miałam z moimi nogami. W jeździe na rowerze pracują też, mniej intensywnie, mięśnie kończyn górnych. Jazda wzmacnia także kręgosłup, dlatego często polecana jest przez rehabilitantów (Mając problemy ze skoliozą pani doktor polecała mi zawsze pływanie i jazdę na rowerze.), wzmacnia także przeponę. Same zalety, nic tylko siadać na rower i jechać. W pracy mięśni na rowerze ekspertem nie byłam, nie jestem i raczej nie będę, więc jeśli jesteście bardziej ciekawi, zachęcam do zapoznania się z informacjami, które z łatwością znajdziecie w internecie.
Oddychasz świeżym powietrzem. Może i w mieście powietrze nie jest tak świeże i czyste, ale ja zdecydowanie wolę jechać i nie czuć dookoła spoconych ciał, papierosów czy innych zapachów, którymi przesiąkają ubrania innych współpasażerów. Nie muszę się też martwić, że gdy w komunikacji miejskiej będzie za dużo ludzi, będzie mi duszno i wzrośnie prawdopodobieństwo, że zemdleję.
Przemieszczasz się szybciej. Może i na początku nie jest to aż tak widoczne, ale jadąc rowerem nie robisz przymusowych przystanków, zatrzymujesz się tam gdzie chcesz i dojedziesz rowerem praktycznie wszędzie gdzie chcesz, bez konieczności robienia dodatkowych kilometrów pieszo. W mieście ograniczają Cię tylko światła i samochody, bo co prawda można między nimi lawirować, ale zawsze trzeba to robić z głową, by nie stwarzać zagrożenia dla siebie i dla innych, więc nie zawsze warto wciskać się między samochodami, gdy widzi się, że się po prostu z rowerem nie zmieścimy.

Są to jedne z największych zalet podróżowania rowerem, które nie wiem jak was, ale mnie bardzo przekonują, by zamienić swój środek transportu właśnie na rower, w końcu jest z tego wiele korzyści. Należy jednak pamiętać, że jeździć rowerem trzeba z głową, nie ważne czy znajdujemy się na ścieżce rowerowej czy ulicy, obowiązują nas te same przepisy, co innych uczestników ruchu drogowego i trzeba zwracać uwagę także na innych, by nikomu nie stała się krzywda. Także wsiadajmy na rower i w drogę!
0

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jak to jest z tą pracą licencjacką?



Zastanawialiście się kiedyś o co chodzi tym wszystkim studentom z pisaniem pracy licencjackiej czy magisterskiej i ciągłym narzekaniem? Ja będąc na pierwszym i drugim roku myślałam o tym za każdym razem, gdy słyszałam rozmowę na ten temat. A teraz sama przez to przechodzę i doskonale ich wszystkich rozumiem. Serio.

  1. Na pierwszym i drugim roku jeszcze za bardzo o pisaniu pracy licencjackiej się nie myśli (Chyba, że uczelnia Cię do tego zmusza, tak jak mnie, gdzie już na drugim roku wybieraliśmy promotora i zaczynaliśmy pracować nad pracą.), więc gdy tylko się słyszy te wszystkie marudzenia starszych kolegów, że terminy gonią, że może dziś w końcu trochę pracy ruszy, że to tak ciężko się pisze.. pojawia się w głowie lampka, że zrobi się inaczej, wszystko zacznie się wcześniej, będzie pisać regularnie, żeby nie pisać nic na ostatnią chwilę, że to przecież nie może być takie trudne.. Nic bardziej mylnego, ale wiara i nadzieja jest najważniejsza, więc się ich wszyscy trzymamy przez te pierwsze dwa, czasami trzy, zależnie od studiów, lata jej trzymamy.
  2. Uczelnia powoli zmusza was do zaczęcia myślenia o pracy licencjackiej, promotorze i innych powiązanych z tym rzeczy i wtedy w głowie pojawia się panika i to wielka. Ja nawet pracy maturalnej sama nie napisałam (A proszę, rzucajcie za to we mnie kamieniami.), bo jestem beznadziejna w pisaniu tego typu rzeczy, rozprawki zawsze szły mi fatalnie. I teraz miałabym napisać, jakby nie patrzeć, pracę naukową? Niby o czym? I jak? Tyle pytań, a wciąż tak mało odpowiedzi!
  3. Nadchodzi ten dzień, wybór promotora i jakby nie patrzeć, jest to jedna z najważniejszych decyzji, którą trzeba podjąć przy pisaniu pracy licencjackiej. Jako wzorowy student już wcześniej przeglądasz wszystkie źródła, które pomogą Ci podjąć tą decyzję, bo nie chodzi tylko o tematykę pracy, w każdej katedrze jest kilku promotorów, którzy zajmują się podobnymi zagadnieniami, a swoimi podopiecznymi zajmują się inaczej. Tutaj chodzi o człowieka, który poprowadzi Cię przez trudy i znoje pisania pracy. Takiego, który nie będzie odpisywał na maile po miesiącu, u mnie na uczelni są takie przypadki; takiego, który nie będzie co chwile zmieniał koncepcji i planu pracy, też się znajdą u mnie takie przypadki; taki, który z chęcią Ci wszystko wytłumaczy, nawet jeśli miałby robić to i pięć razy, który pomoże, a nie oleje studenta czekając jedynie na oddanie pracy, a potem powie, że mu się nie podoba; takiego, który z góry nie narzuci Ci tematu pracy, a jedynie pomoże w ukształtowaniu koncepcji, której zalążek pojawił Ci się w głowie; i przede wszystkim o takiego, który w połowie roku nie stwierdzi, że jednak nie ma na promotorowanie czasu, a i taki przypadek się u mnie znalazł.
  4. Dobra, promotor idealny znaleziony, starsi studenci spisali się idealnie, albo trochę mniej idealnie, ale się spisali i doradzili ile potrafili. Teraz nic, tylko czekać na dzień zapisów, a więc bierzesz namiot i już dzień wcześniej rozbijasz go pod gabinetem swojego chyba przyszłego promotora, by tylko zmieścić się na liście. Ewentualnie koczujesz przed swoim komputerem czekając na zapisy, a i tak w najważniejszym momencie system nie wytrzyma i padnie. 
  5. Pierwsze seminarium, przeważnie indywidualne, budujesz koncepcję, plan swojej pracy.. Promotor zadaje setki pytań, a Ty siedzisz przed nim z otwartą buzią i kompletnie nie rozumiesz co on do Ciebie mówi. Powiedziałeś tylko, że chyba chcesz pisać o tym i o tym, a szereg zagadnień, jakimi Cię obsypał z całą pewnością przekracza Twoją wiedzę. W moim przypadku tak było. Interesowałam się funduszami inwestycyjnymi, bo według mnie to bardzo fajna forma inwestowania swoich pieniędzy i masz większą ingerencję w nie niż na lokacie, ale na uczelni praktycznie w ogóle się o tym nie uczyliśmy, więc z pierwszego spotkania z promotorem wyszłam jeszcze bardziej skołowana niż wyszłam.
  6. Pierwsze seminarium w grupie, terminy ustalone, wracasz do domu z wielkim zapałem do pracy, bo coś sobie wcześniej obiecałeś, nawet trochę napiszesz, potem okazuje się, że Ty już prawie kończysz pierwszy rozdział, gdy inni napisali zaledwie dwie lub trzy strony, by tylko coś promotorowi pokazać. Fajnie, nie? Nie, potem jest już tylko gorzej..
  7. Rozdział literaturowy jest w porządku, głównie wspomagasz się na książkach, przeredagowujesz zdania, by nie brzmiały tak samo i jakoś idzie, nawet wyrobiłeś się w ustalonym terminie z przesłaniem pracy i przez jakiś czas masz luz, oczywiście nie licząc nauki do sesji zimowej, które przetoczyła się gdzieś po drodze. Ani myślisz pisać jeszcze kolejnych rozdziałów, bo nawet nie wiesz czy pierwszy rozdział był w porządku, ile musisz poprawić.. Więc zajmujesz się swoimi sprawami.
  8. Promotor wysłał uwagi do rozdziału, czytasz je i obiecujesz sobie, że później to poprawisz i tak to później przenosi się na coraz bardziej odległy termin. W tym czasie spotykasz się na seminariach ze swoim promotorem jeszcze kilka razy i mówisz jak świetnie idzie Ci pisanie pracy, że już masz sporo, a tymczasem..
  9. A tymczasem siedzisz przed pustym ekranem i zastanawiasz się od czego zacząć. Te wszystkie obliczenia, wykresy do zrobienia, opracowanie ich.. Niby nic wielkiego, masz wykres, masz wyniki, wystarczy ładnie opisać, wysnuć wnioski.. A tymczasem Ty masz w głowie kompletną pustkę. Ja bardzo lubię pisać, swego czasu miałam blog z opowiadaniami, bawiłam się w Second Life na różnych forach i nigdy nie miałam większych problemów z wyobraźnią i przelewaniem wszystkiego na papier, a siedząc przed otwartym Wordem po prostu siedziałam stukając jedno zdanie co jakieś pół godziny..
  10. Wiesz, że termin się zbliża, a kolejne strony pojawiają się bardzo powoli, wiesz że powinieneś siedzieć i pisać, ale jest tyle rzeczy do zrobienia, tylu znajomych nagle chce się zobaczyć, tyle obowiązków spada na głowę, zabierzesz się za to później.
  11. Udało się, w końcu otworzyłeś wszystko i zabrałeś się do pisania i piszesz myśląc sobie, że to co piszesz to jedna, wielka bzdura. Oczywiście nie siedzisz i nie piszesz bez przerwy. Pisałeś 15 minut? Brawo dla Ciebie! Zrób sobie przerwę, wejdź na fejsa, napisz do kogoś.. A o pracy przypomnisz sobie po godzinie, a następną będziesz myśleć jak zacząć następny pod rozdział..
  12. Udało się, napisałeś wszystko, oczywiście ledwo wyrabiając się z terminem, albo nawet wysyłasz ją do promotora z delikatnym poślizgiem, ale jednak się udało! Teraz już luzik.. Tylko kosmetyczne poprawki pójdą na koniec.
  13. I przychodzi mail zwrotny od promotora z mnóstwem poprawek. I koniecznością dopisania wstępu i zakończenia pracy, co czasami jest jeszcze gorsze od pisania samej pracy.. Zabawę czas zacząć od nowa.. Co zrobisz pierwsze? Ja bym zaczęła od narzekania wszystkim dookoła, że muszę pisać pracę. To nigdy nie motywuje do pisania pracy, ale ja nie mam zamiaru wyprowadzać się z błędu.
Na koniec pozdrawiam wszystkich broniących się w tym semestrze studentów piszących swoje prace. Damy radę!
4

piątek, 9 grudnia 2016

Nienawidzę Świąt


Pewnie zabrzmię trochę jak Grinch, ale tak, nienawidzę Świąt, a powodów ku temu, by mieć co do nich takie, a nie inne odczucia jest naprawdę wiele.
Nienawidzę żerowania wszystkich sklepów na tym, że są Święta. Wszystko, po prostu wszystko opchną, jeśli uda im się wmówić, że to idealny prezent na tą okazję, a trzeba przyznać, że coraz lepiej im to wychodzi. Najbardziej podatne na to są dzieciaki, które naoglądają się reklam z mnóstwem pięknych i drogich zabawek i chcą mieć je wszystkie. Czego je to uczy? Tego, że w Świętach najważniejsze są prezenty? Chyba nie o to tutaj chodzi.
Nienawidzę tych tłumów w sklepach. Ludzi, którzy biegają po centrach handlowych szukając tego idealnego prezentu dla bliskich. Chociaż to już dawno przestało być szukaniem idealnego prezentu, a zaczęło być szukaniem najdroższych prezentów, by potem się chwalić przed innymi co się kupiło innym, a jak już się dostanie drogi prezent, to będzie się o tym jeszcze głośniej mówiło.
Nienawidzę ludzi podróżujących do domu. Cały ten ścisk jest zrozumiany, każdy chce pojechać do najbliższych, by spędzić z nimi trochę czasu, w końcu teraz życie tak szybko pędzi, że nie mamy na to czasu w 'normalne' dni. Jednak ta cała nienawiść, marudzenie, krzyki.. Zero zrozumienia, że inni też jadą do domu, że inni też tęsknią za swoją rodziną. Niestety empatia nie jest znana wszystkim. 
Nienawidzę tego całego kupowania masy jedzenia. Ludzie zawsze na te trzy dni robią zapasy jakby miał świat się kończyć. Robią to wcześniej, by uniknąć zawyżonych cen przed samymi Świętami, by potem rzucać znanym na cały kraj tekstu 'zostaw, to na święta', a potem co? Potem to wszystko zostaje, bo choćby się chciało to się tego wszystkiego nie zje. 
Nienawidzę tych kłótni podczas przygotowań. Przypuszczam, że zdarza się to w większości rodzin. Ktoś chce zrobić coś tak, drugi ktoś ma zupełnie inne zdanie.. I kłótnia gotowa, a całą atmosferę przygotowania do Świąt nagle szlag jasny trafia i nie wiadomo jak się zachować.
Nienawidzę spojrzenia mojej mamy na pusty talerz, który w mojej rodzinie ma głębsze znaczenie niż talerz dla obcego, który może zagościć w naszym progu, a my mamy obowiązek mu pomóc, w końcu o tym mówi nasza wiara. Widok pustego talerza sprawia, że z każdego z członków mojej rodziny ulatuje ta magiczna atmosfera.
A potem siadamy wszyscy do stołu, patrzymy na siebie, puszczamy kolędy, składamy sobie życzenia prosto z serca i po prostu cieszymy się, że mamy siebie, że jesteśmy tutaj razem, całą czwórką. Nasza mała rodzina może chociaż przez chwilę wyłączyć się od problemów dnia codziennego, może przez chwilę spędzić razem czasem, poczuć tą bliskość, powiązanie.. I wtedy zaczynam się zastanawiać, a może to wszystko ma jakiś sens? Może to wszystko ma sprawić, że w dzisiejszym świecie nastawionym na drogie gadżety, świecie gdzie nikt nie ma na nic czasu, zaczniemy doceniać te kilka ważnych chwil z rodziną? To wszystko musi mieć jakiś sens.
2

niedziela, 20 listopada 2016

Moje sposoby na naukę.



Hej! 
Na mojej uczelni zaczął się okres pierwszych kolokwiów, więc uznałam, że jest to świetna okazja do napisania posta odnośnie moich sposobów na naukę.


Pierwszym, chyba najważniejszym punktem jest znalezienie sobie odpowiedniego miejsca do nauki. Mi najlepiej uczyć się na łóżku. Tak samo nie potrafię się uczyć w kompletnej ciszy, dlatego też zwykle puszczam sobie cicho jakąś muzykę i przy okazji od czasu do czasu coś przegryzam. To wszystko pomaga mi się bardziej skupić na nauce, chociaż wiem, że wielu ludzi mogłoby to mocno rozpraszać.


Na pierwszym i drugim roku popełniłam bardzo duży błąd, czyli miałam zeszyt do każdego przedmiotu, co na dłuższą metę bardzo się nie sprawdziło. Nie chciało mi się nosić ich wszystkich, więc koniec końców notowałam wszystko w jednym i ciężko mi się było połapać, która notatka jest do czego i tak dalej.. W tym roku postanowiłam korzystać z segregatora, który ozdobiłam ze starych zeszytów. Na co dzień noszę na zajęcia czyste kartki, na których zaznaczam przedmiot, rodzaj i datę, by po powrocie móc je wpiąć w odpowiednie miejsca w segregatorze. Nie walają mi się więc żadne kartki i gdy tylko potrzebuję coś sprawdzić, sięgam do segregatora i mam.


Gdy przychodzi czas na kolokwium przygotowuję notatki z notatek. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale to naprawdę działa. Moje notatki z zajęć często są chaotyczne, pokreślone i bardzo nieestetyczne. Przygotowując sobie później notatki z notatek mogę wszystko uporządkować i sprawić, by było bardziej przejrzyście. Wykorzystuję przy tym metodę, którą w gimnazjum sprzedała mi nauczycielka biologii, czyli kolorowe notatki. Znacznie łatwiej jest mi się uczyć, gdy na przykład dany rozdział zaznaczam jednym kolorem, a kolejny już innym. Ewentualnie zagadnienia piszę jednym kolorem, wykresy innym i tak dalej. Wtedy przy pisaniu kolokwium łatwiej mi jest skojarzyć o co chodzi, gdy mam do wszystkiego przypisany inny kolor. 


Na mojej uczelni wielu wykładowców i ćwiczeniowców wrzuca prezentacje ze swoich zajęć na platformę moodle, dzięki czemu studenci mają dostęp do ich materiałów. Ja osobiście nie potrafię się uczyć czytając na komputerze, bo się zaraz rozpraszam, dlatego też wszystko sobie drukuję. Dzięki temu mogę sobie wszystko podkreślić, dopisać coś z notatek, co pamiętam, itd. Często też materiały pojawiają się przed wykładami, dzięki czemu można je zabrać na wykład i robić na nich notatki, więc łatwiej to wszystko ogarnąć.

Oczywiście nie można też zapomnieć o najlepszym sposobie do nauki się definicji i słówek, którym są fiszki. Ja tą metodą uczę się najlepiej, bo łatwiej mi wchodzą do głowy słówka, gdy uczę się ich wyrywkowo, a nie wbijam je do głowy słówko po słówko według ich kolejności na liście. Według mnie to najlepszy sposób na naukę czegoś, co trzeba po prostu zapamiętać.

A czy Wy macie jakieś sposoby na naukę? Podzielcie się nimi, bo może pomogą mi w nauce na zbliżające się kolokwia, od których już teraz boli mnie głowa. Mam też zamiar napisać dla was post o aplikacjach, które wykorzystuję do nauki i ogólnie na uczelni, dajcie znać czy chcecie taki post.
4

środa, 2 listopada 2016

Jesień na uczelni ze StyleWe.

Hej!
Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z firmą StyleWe, która oferuje naprawdę fantastyczne ciuchy! Trochę o nich poczytałam i ciuchy są naprawdę dobre jakościowo, pewnie dlatego większość ciuchów ma naprawdę wysoką cenę, ale coś za coś.
Dziś postanowiłam przygotować dla was post z propozycjami ubrań, które można założyć jesienią na uczelnię. Zapraszam!

(eng)
Hi!
Some time ago I made collaboration with StyleWe, which offers a really fantastic clothes! I read a little about them and the clothes are really good quality, probably because most of the clothes is really high price, but quid pro quo.
Today I decided to prepare for you proposals clothes that you can wear in the autumn at university. Enjoy!


(Klikając na zdjęcia zostaniesz przeniesiony na stronę z danym ubraniem)
(Clicking on the images you will be taken to a page with different clothes)

Osobiście rzadko w czasie jesieni na uczelnię wybieram się w sukienkach, a to tylko dlatego, że większość sukienek, które posiadam są typowo letnie. Nie lubię wydawać na ubrania, w których wiem, że często chodzić nie będę, ale posiadając takie sukienki chyba chodziłabym w nich praktycznie codziennie.

(eng)
Personally, I rarely during the fall at the university choose the dresses, and it is only because most of the dresses that I have are typically summer. I do not like to spend on clothes, which I know that I rarely wear, but having a dress unless I would be wearing them practically every day.


W czasie jesieni uwielbiam zakładać wszelkiego typu bluzy, a te dwie urzekły mnie swoim nietypowym krojem. Bluza z golfem wydaje mi się idealną opcją na chłodne, wietrzne dni. Lubię też chodzić w koszulach łącząc je ze swetrami, bluzami i bluzkami, a ta propozycja jest przeurocza.

(eng)
During the fall I love to assume all kinds of shirts, and these two enchanted me with its unusual cut. Hooded with turtleneck seems to me an ideal option for cold, windy days. I also like to walk in shirts combining them with sweaters, sweatshirts and blouses, and this proposal is the most charming.


Biała spódniczka urzekła mnie jak tylko zobaczyłam ją na stronie. Ma bardzo ciekawy krój i szycie, niczym z jakiegoś komiksu. Dwie kolejne są za to bardziej 'szkolne', ale też mają w sobie dużo uroku i możne je łączyć z wieloma ciuchami i butami, więc moim zdaniem są 'must have' w każdej szafie, a już na pewno mojej.

(eng)
White skirt captivated me as soon as I saw it on the page. It has a very interesting cut and sewing, like from some comic book. Two more are for more 'school', but also have a lot of charm and can be combined with a lot of clothes and shoes, so I think they are 'must have' in every wardrobe, and certainly mine.


Oczywiście jedną z pierwszych rzeczy, jakie mi się kojarzy z jesienią, a zwłaszcza z tą późną jesienią, są swetry. Zapewne jak wiele innych osób, nie wyobrażam sobie jesieni bez chodzenia w swetrach, które dają nam tak potrzebne ciepło. Oversizowe swetry wiodą już od dłuższego czasu prym w modzie, ja też uległam ich urokowi, bo są nie tylko ciepłe, ale też bardzo urocze.

(eng)
Of course, one of the first things that I associate with autumn, and especially with the late autumn, are sweaters. Probably like many others, I can not imagine autumn without walking in sweaters that give us much needed warmth. Oversize sweaters lead for a long time leader in the fashion, I also succumbed to their charm, they are not only warm, but also very charming.

To tyle z propozycji, które dla was przygotowałam. Podzielcie się w komentarzach w czym wy najbardziej lubicie chodzić podczas jesieni. I będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie klikać w zdjęcia. Polecam też zobaczyć ofertę firmy, bo ma ona naprawdę spory asortyment, który jest naprawdę niezły!

(eng)
This is all the proposals that have prepared for you. Please share in the comments what you most like to walk in the autumn. And I'll be very pleased, if you click on the photo. I would recommend also see the company's offer, because it has a really big assortment, which is really good!
2

piątek, 21 października 2016

Poradnik dla osób kupujących na promocjach w lidlu.



Hej! 
Lubicie promocje w lidlu? Zatem mam dla was fantastyczny poradnik jak tam kupować!

Po pierwsze, przeglądaj regularnie gazetki, by wyłapać najlepsze smaczki. Trzeba przecież wiedzieć co jest najlepsze do upolowania i o co warto dosłownie się bić! Ale nie martwcie się, jeśli oglądacie telewizję, to najlepsze okazje zobaczycie w reklamach telewizyjnych!

Po drugie, konieczne jest przyjście co najmniej godzinę przed otwarciem. Tylko dzięki temu zajmiecie sobie odpowiednie miejsce przed samiusieńkimi drzwiami. W końcu ktoś może przyjść minutę przed otwarciem i stanąć w pierwszym rzędzie jak Ty, a to niedopuszczalne!
Mała podpowiedź, jeśli nie chcesz, by ktoś miał tak samo równe szanse jak Ty, to oprzyj się o drzwi i nikomu nie pozwalaj stanąć obok Ciebie, będziesz pierwszy!

Po trzecie, wszczynaj kłótnie. O cokolwiek, o to, że ktoś stanął obok Ciebie, że się na Ciebie spojrzał, że w ogóle się odezwał. Zdekoncentrowany człowiek reaguje na wszystko słabiej. Będzie miał opóźnioną reakcję startu, gdy drzwi się otworzą, będzie wolniej zmierzał do danego punktu, a jeśli dopisze Ci szczęście, zgubi się w alejkach tego potężnego sklepu!

Po czwarte, gdy otworzą drzwi przepychaj się jak możesz. W końcu musisz spowolnić ludzi, którzy tak jak Ty, chcą wejść do sklepu. Używaj wszystkiego, łokci, nóg, wszystkiego! Kop, popychaj, uderzaj! Wszystko, by tylko być pierwszym, a reszta nie może wejść do sklepu. Bo to przecież sklep, nikt nie ma prawa tam wejść poza Tobą!

Po piąte, biegnij, biegnij, biegnij! Trzeba być pierwszym, w końcu rzecz jest tylko jedna, a nie cały kosz. Każdego rozmiaru jest jedna sztuka, a nie kilka lub kilkanaście, tak samo z kolorami, tylko po jeden na rozmiar! Trzeba je zdobyć.

Po szóste, zachowuj się jak dzika świnia. Przekopuj cały kosz, wyrzucaj rzeczy na ziemię, wyciągaj wszystko z opakowań i nie wsadzaj ich z powrotem, a jeszcze lepiej jak popsujesz opakowania. W końcu obsługa jest po to, aby sprzątać i wszystko poprawiać, co nie?

A teraz tak trochę na poważnie. Macie babcie, dziadków, ciocie, wujków, itd.? Przypomnijcie im o tym, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, że nie trzeba się ustawiać w kolejkach godzinę przed otwarciem sklepu, że nie trzeba przy tym atakować i bić innych, że rzeczy jest dużo do wyboru, że nie wykładają wszystkiego na raz do koszyka. Byłam kupić jedną rzecz, bo i tak byłam przy okazji w okolicy, a zostałam pobita przez łokcie starszych pań, wszystko mnie boli i mam na swoim ciele mnóstwo siniaków. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, moglibyśmy się zachowywać nieco bardziej kulturalnie, nie trzeba się o coś bić, przekopywać wszystkiego i rozrzucać tego dookoła. To naprawdę źle o nas wszystkich świadczy. 
10

piątek, 7 października 2016

9 typów klientek, które wkurzają mnie w pracy w sklepie z ubraniami.



Hej!
Chwilę mnie tutaj nie było, a wszystko przez to, że wrzesień dla studentów czasem potrafi być bardzo ciężki. Za mną wciąż ciągną się sprawy związane z moją wymianą, poprawki i inne takie, więc mam jeszcze trochę bieganiny i braku czasu. Dlatego postanowiłam przeredagować nieco tekst, który tu się już pojawił i udostępnić go na nowo.
Moja przygoda ze sklepem odzieżowym nie była zbyt długa, ale zdążyłam poznać i rozpoznać kilka bardzo denerwujących typów klientek, które odwiedzają takie miejsca.

  1. Klientki, które uważają, że pracujemy tylko dla nich. Czyli Panie, które same nic nie zrobią. 'A jaki to rozmiar?', 'A w jakiej to jest cenie?' Same nawet palcem nie kiwną, naprawdę w takiej sytuacji to mnie jasna krew zalewa. W końcu ciuchy wiszą, każdy ma matkę, nie tak trudno podejść i sprawdzić cenę czy poszukać swojego rozmiaru, a gdy go nie ma, zapytać obsługę, która sprawdzi na zapleczu czy jeszcze jest na stanie dany rozmiar.
  2. Klientki zostawiające rzeczy w przymierzalni. To jest naprawdę irytujące, bo są takie godziny w czasie pracy, że kolejki do przymierzalni są niezwykle długie, a zostawianie rzeczy w przymierzalni nie tylko nam dodaje pracy, ale wydłuża też czas oczekiwani innych w kolejce, bo są tam rzeczy, to nikt nie wejdzie. A przecież kabina nie jest tak daleko od ramy, na której zostawia się ciuchy, których się nie chce, to nie są kilometry, mija się ją wychodząc z przymierzalni.
  3. Klientki oddające ubrania przekręcone na drugą stronę. Może nie wszystkich to denerwuje, ale mnie bardzo. Poza tym to wygląda bardzo nieestetycznie. W takim momencie ujawnia się właśnie brak szacunku do cudzych rzeczy, bo jeśli to nie nasze, to nie musimy tego oddawać w takim stanie, jakim było.
  4. Klientki czekające aż weźmie się od nich ciuchy chociaż masz zajęte ręce. To chyba jeden z najgorszych punktów. Zbierasz rzeczy z ramy, masz ich naprawdę mnóstwo w rękach lub przekręcacie ciuchy, które oddały klientki, a taka Pani stoi za czy obok Ciebie z wyciągniętymi dłońmi i wzdycha niezadowolona, że nie wzięłaś od niej ciuchów, a Ty po prostu nie masz jak tego zrobić!
  5. Klientki rozwalające wszystkie ciuchy na stołach. Wiecie jakie jest najgorsze uczucie? Gdy stoisz przy stoliku z deską i składasz mozolnie te ciuchy, by kupka była idealna, po czym podchodzi klientka, widzi co robisz, a i tak podchodzi, rozkłada te ciuchy i tak po prostu je rzuca z powrotem na stół! Rozumiem, że klientka nie musi się znać na składaniu tego tak, jak mówią procedury, ale można chociaż postarać się to jako tako złożyć, a nie rzucać, bo to tylko świadczy o naszej kulturze osobistej.
  6. Klientki, które nie szanują ciuchów, bo nie są ich. Nawet nie wiecie ile rzeczy się nie sprzedaje, bo po prostu są zniszczone. Ludzie kompletnie nie szanują nie swoich rzeczy, więc śmiało je nawet wywalają na podłogę i nawet jeśli zrobili to przypadkowo, to nie podniosą tego z powrotem mimo iż zerknie na nie obsługa. Dużo rzeczy z wyprzedaży i nie tylko są porwane, podziurawione, mają zepsute suwaki, pourywane ramiączka czy są poplamione od makijażu. A takie rzeczy się nie dzieją, gdy ciuchy po prostu wiszą na ramach czy na ramie w przymierzalni.
  7. Klientki, które przychodzą na dziesięć minut przed zamknięciem. Przypuszczam, że każdy kto pracuje i ma świadomość, że do końca zmiany zostało jakieś 10 minut nie byłby zadowolony, gdyby nagle doszła jakaś dodatkowa praca. Ostatnie minuty w mojej pracy są na to, by dokończyć poprawiać ramy, górne ciuchy złożone w kupkach, a zostały naruszone, sprawdzić czy nie ma śmieci na podłodze i w przymierzalniach, a nagle przyjdzie Pani, gdy zostanie 5 minut i wymaga od nas, żeby znaleźć jej jakiś rozmiar, coś dopasować, pójść przymierzyć, a potem i tak tego nie kupi. A opuszczona częściowo rama ma sygnalizować to, że już zamykamy i Panie, które są w środku powinny zbierać się do wyjścia, a z zewnątrz żeby nikt nie wchodził, bo i tak nie zdąży.
  8. Klientki, które proszą o rozebranie manekina, a potem tego nie kupują. Manekiny są naprawdę ciężkie, jednak gdy klientka nas poprosi, żebyśmy ściągnęły daną rzecz z manekina, bo tam jest ostatnia sztuka danego rozmiaru, to nie mamy wyjścia, musimy to zrobić. I często naprawdę mocno się z nimi męczymy, więc strasznie irytuje nas to, że klientki potem tego nie kupią. Rozumiem, że nie wszystko musi dobrze leżeć i tak dalej, ale prosząc o ściągnięcie z manekina moim zdaniem powinna się być już na co najmniej osiemdziesiąt procent przekonanym, że chce się daną rzecz kupić, bo taki manekin swoje waży, a nie każda z nas pakuje na siłowni i podnosi ciężary.
  9. Ludzie buce. Klienci, którzy na każdym kroku pokazują swoim zachowaniem, że są bucami. Tacy znajdą się wszędzie.
Może i jestem bardzo marudnym człowiekiem, który potrafi tylko narzekać, ale naprawdę trzeba pomyśleć o tych wszystkich ludziach pracujących w tych sklepach i nie utrudniać im specjalnie pracy. Sama już nabyłam taki nawyk, że staram się nie pozostawić po sobie wielkiego bałaganu, odwieszam ciuchy na swoje miejsce, bo jest mi tych wszystkich pracowników żal, bo wiem że może się taka nie wydaje, ale to naprawdę bardzo ciężka praca.
8
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
#Stats1 {text-align: center;}